Wadowicki Festiwal Książki

Wysoka pożegnała najstarszego mieszkańca

12 maja 2017 20:28:10

6 maja zmarł Józef Młodzianowski (ur. 03.11.1919 r.)
„Ten którego opłakujemy, nie jest nieobecny, lecz tylko niewidoczny, jego oczy promieniejące chwałą odbijają się w naszych oczach pełnych łez.”

  

Wysoka pożegnała najstarszego mieszkańca

  9 maja 2017 r. w kościele p.w. św. Marii Magdaleny w Wysokiej odbył się pogrzeb 98-letniego Wysoczanina. Na ostatnie z Nim pożegnanie licznie przybyła rodzina, znajomi, sąsiedzi, mieszkańcy Wysokiej.

  Podczas homilii ksiądz proboszcz Adam Stawarz dziękował Bogu za dar życia ś. p. Józefa. Przytoczył kilka faktów, m.in. że pochodził z wielodzietnej rodziny (szesnaścioro rodzeństwa), że ciężko pracował, że postanowił budować swój dom i rodzinę na fundamencie Maryi.

  Przypomniał, że w kwietniu b. r. podczas wizytacji parafii, rodzinę ś.p. Józefa odwiedził biskup Jan Zając. Podczas tegoż spotkania pobłogosławił małżeństwo Anny i Józefa, którego staż to ponad 71 wspólnie spędzonych lat. Wspominał jaka panowała serdeczna atmosfera podczas tej wizyty. Ksiądz proboszcz podkreślił jak ś. p. Józef czcił Najświętsze Serce Pana Jezusa, przystępując do spowiedzi i Komunii świętej wynagradzającej w każdy pierwszy piątek miesiąca.

  

  Zmarł w pierwszą sobotę miesiąca, zaopatrzony we wszystkie sakramenty. Jego piękne życie w duchu wiary zostało uwieńczone spokojną śmiercią w łasce uświęcającej. Na koniec ks. Adam przytoczył cytat „Nie pytam Cię Boże dlaczego Go zabrałeś, lecz dziękuję, za to, że nam Go dałeś”.

  

  Bardzo wzruszającą mowę pożegnalną odczytała w kościele wnuczka ś.p. Józefa. Jej wspomnienia wywarły duże wrażenie na żałobnikach, nikt nie krył łez:

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

  Jestem wnuczką, jedyną jaką miał i chcę pożegnać się z dziadziem, dzieląc się z Wami wspomnieniami.

  O wielu osobach można powiedzieć, że byli dobrzy, ale on był wyjątkowy. Zwykły, prosty,
o wielkim i bardzo wrażliwym sercu. Przeżył biedę, wojnę, trudne czasy, pracował przy budowie dróg w naszym powiecie – to on należał do brygady, która wykonała pierwszy gościniec z Wadowic do Przytkowic i dalej. Nigdy nie unikał ciężkiej pracy, znosił i mróz, i upał, pracując przy asfalcie, codziennie chodził do pracy pieszo. Równocześnie, często do nocy, (np. by uchronić zbiory przed deszczem), ręcznie z żoną uprawiał 3,5 hektarowe gospodarstwo: żniwa, orka, sieczenie, zbiory, stajnia, zwierzęta. Wraz z babcią wykopał linię i zrobił przyłącz wody do domu z odległego źródła. Nie czekał na innych, brał narzędzia i pracował. Zawsze cichy, bez oczekiwań, warunków, skory do pomocy, bezinteresownie pomagał rodzinie, znajomym, sąsiadom w polu i nie tylko, wyręczał. Po ludzku mówiąc, nie wiem, skąd czerpał siły. Przecież to był niesamowity wysiłek: ciężko pracować zawodowo, a po powrocie jeszcze ciężej. Był bardzo religijny i kochał Matkę Bożą. Pewnie to wiara dawała Mu tyle energii i sił, by znosić wszystkie trudy dnia codziennego. Aż do zeszłego roku systematycznie modlił się przed Obrazem Kalwaryjskiej Matki. Odwiedził Jasną Górę, Łagiewniki, wielokrotnie Kalwarię. Praktycznie nie rozstawał się z różańcem, szczególnie w ostatnim czasie. Skupiony szeptał słowa modlitwy.

  Nigdy się nie kłócił, nie przeklinał, nie narzekał, nie wdawał się w żadne utarczki słowne, nie obmawiał, nie oszukiwał. Nie wiem, czy istnieje druga taka osoba. W małżeństwie przeżył ponad 71 lat. Babcia zawsze podkreśla, że nigdy nie podniósł na nią głosu, nie obraził, zawsze zgodny, uległy. Nawet gdy mógł zabrać głos uspakajał babcię mówiąc: „Babuś, daj spokój”. Nadzwyczajny charakter.

  Bardzo lubił rozmawiać, wspominać, opowiadać o czasach młodości, o wydarzeniach w których uczestniczył, o czasach wojny, partyzantce, interesował się historią, lubił tańczyć (tańczył na wszystkich naszych weselach), lubił słuchać piosenki: „Serduszka dwa ze sobą już są tyle lat”. Do momentu kiedy chodził po schodach, wychodził na piętro i stawał w oknie balkonowym. Podziwiał wtedy widoki, świat, przyrodę. Ciepłe dni spędzał na huśtawce przed domem (tego widoku będzie nam brakować, została pusta huśtawka…). Mówił, że na polu czuje się lepiej. Był bardzo ciekaw co się wydarzyło, jak się zmienia otoczenie. Jadąc samochodem wspominał, gdzie kiedyś nie było wcale domów, a teraz dziwił się, że są całe ciągi zabudowań. Często nucił: „Jak długo w sercach naszych choć kropla polskiej krwi, jak długo w sercach naszych Ojczysta miłość tkwi Zwycięży Orzeł Biały, Zwycięży Polski lud”. Niewątpliwie był patriotą. Cieszył się z wolności jaką dzisiaj mamy.
Lubił ludzi. Chętnie siadał do stołu, gdy byli goście i opowiadał o swoich doświadczeniach, przygodach. Ale umiał też słuchać. Zawsze pozdrawiał pytając: Jak tam? I z prawdziwym zaciekawieniem słuchał. Nigdy nie przerywał, nie wtrącał się. Już niestety nie zapyta: Jak tam w robocie Andrzej? Co tam na Śląsku słychać?

  Minął trzeci dzień jak Cię z nami nie ma. Dla nas wszystkich jest to wielkie przeżycie.
W naszym życiu to pierwszy pogrzeb tak bliskiej nam osoby, domownika. Edyta podkreśla, że znała Cię dłużej niż własnego ojca. Mój tata mieszkał z Tobą 44 lata, a w swoim domu rodzinnym z rodzicami w Sidzinie, 22 lata. To dwa razy krócej, dlatego również odczuwa głęboką stratę. Mówi o Tobie, że byłeś nadzwyczajny, taki człowiek woda.
Miałeś taką opiekę za życia, o jakiej niejedni mogą tylko pomarzyć. Moja mama, tata, Marcin, Edyta – ich zasługi są nie do wypowiedzenia. Szczególnie opieka Twojej córki, a mojej mamy, tyle serca, oddania, troski. Mimo swoich dolegliwości kręgosłupowych, Twoje potrzeby były dla niej najważniejsze. Nie przepadałeś za wykwintnymi daniami, za mięsem. Czy w niebie wiedzą jak gotować Twoje rarytasy? Zacierkę ziemniaczaną lub na mące razowej, owsiankę, barszcz czerwony. Na szczęście tam, gdzie przechodzisz, jest pokarm wieczny i nic więcej już Ci nie trzeba.

  Szkoda, że moje młodsze dzieci są zbyt małe, żeby Cię zapamiętać. Michałkowi powiedzieliśmy, że dziadziu jest w niebie z aniołkami. Przemyślenia czterolatka są zaskakujące: opowiedział nam, że dziadziu tam pracuje przy prądzie i będzie do nas błyskał
w czasie burzy. Zuzia natomiast wbiegła do pokoi dziadków i swoim zwyczajem minęła prababcię i skierowała się do dziadzia. Pierwszy raz zobaczyła zaścielone łóżko, pusty fotel. Codziennie sprawdza i się dziwi. Mimo swoich dwóch lat też czuje się nieswojo. Dla Konrada matura niestety zawsze będzie się kojarzyć ze śmiercią jedynego pradziadzia, jakiego znał. To jego prawdziwy egzamin dojrzałości, także tej życiowej. Przyszło mu go zdawać w tak trudnym czasie. Niech mimo bólu, który wypełnia jego serce, Bóg da mu siłę, by mógł podołać.

  Bo nie umiera ten, kto trwa w sercach i pamięci naszej. On przeszedł do życia wiecznego. To, że Go nie ma wśród żywych, może nam nawet pomóc. Wierzę, że tak jest. Nawet podam przykład: od bardzo dawna, mam pewien problem. Nie można było nic zrobić. Wczoraj rano, otrzymałam telefon, że jest postęp w mojej sprawie. Myślę, że dziadziu zaczął działać i stara się nam z nieba pomagać. Kogóż innego jak nie Jego wysłucha Bóg, który wie, że człowiek ten był bez wad, bez przywar, nigdy nikogo nie skrzywdził, nie zranił, był uosobieniem dobra. Wszyscy tutaj zgromadzeni mamy jeszcze ziemski czas, by starać się brać z Niego przykład. Powinien być wzorem ojca, męża, człowieka.

  Będzie Cię nam brakować! Pamiętaj o nas, bo my o Tobie nie zapomnimy.

  Żegnamy się z Tobą Twoim zwyczajem: Zostań z Bogiem! Dziadziu!

  Po mszy żałobnej ciało zmarłego zostało odprowadzone na cmentarz i złożone w rodzinnym grobie. Pokój Mu wieczny w cichej krainie, gdzie ból nie sięga, gdzie łza nie płynie, gdzie słychać Boga głos serdeczny "Pokój Ci wieczny".

 

 

 

Udostępnij na FacebookUdostępnij na Google+Udostępnij na Twitter

Dodaj komentarz

Pamiętaj! W internecie nie jesteś anonimowy.


Odśwież obrazek.

Przepisz tekst z obrazka

Komentarze

Redakcja serwisu Powiatlive.pl nie odpowiada za komentarze zamieszczone pod artykułami i nie utożsamia się z ich treścią. 

    Ostanio dodane